Wokół Społecznej Akademii Kultury Jacka Żakowskiego – czyli po co o kulturze gadać?

Roland Zarzycki

W coraz bardziej przesiąkniętym naiwnym pragmatyzmem świecie króluje przekonanie, że w gadaniu nie ma żadnej wartości – trzeba działać. Problem w tym, że – jak to z krągłymi uogólnieniami bywa – nader często napotykamy przeczące im wyjątki. I tak też przedkładanie działania nad gadanie pozbawione jest sensu w sytuacjach, gdy nie wiadomo nawet, jak działać należy. Sferą, której kondycja delikatnie mówiąc nie jest najlepsza, zarazem jednak brakuje sensownych działań, które ten niekorzystny stan rzeczy mogłyby poprawić, jest w Polsce przestrzeń szeroko pojętej kultury. I o tym – mimo wszystko – chcemy właśnie gadać podczas spotkań Społecznej Akademii Kultury Jacka Żakowskiego.

Ujmijmy to inaczej odwołując się do znanego prlowskiego dowcipu: inspektor przyjeżdża na budowę i z zadowoleniem obserwuje uwijających się jak mrówki robotników; podchodząc jednak bliżej zauważa, że wszyscy biegają z pustymi taczkami; zdumiony podchodzi do Masztalskiego i pyta, po co to robią i jaki w tym sens, na co Masztalski odpowiada: „panie Inspektorze, taki mamy zapieprz, że nawet nie ma kiedy taczek załadować”. Ten banalny dowcip stanowi doskonały przykład sytuacji, w której jakiekolwiek działanie, byle-działanie, po prostu się nie sprawdza. Ilustruje jednak zarazem codzienne okoliczności pracy w wielu polskich placówkach kulturalnych, które spętane nieefektywnymi procedurami i absurdalnymi przepisami, realizujące jednocześnie półprywatne interesy polityczne swych nadzorców, funkcjonują bez jakiegokolwiek zrozumienia własnej roli, a tym bardziej horyzontalnych, społecznych i kulturalnych zadań państwa. W ten sposób również w sferze kultury manifestuje się i utrwala przekonanie o niewydolności administracji publicznej.

Inne pytanie dotyczy działalności operatorów prywatnych na skomercjalizowanym rynku kultury oraz ich ekonomicznej efektywności. Choć bowiem korporacyjny dryl sprzyja zapewne większym zyskom finansowym, nie przekłada się wcale na lepsze rozumienie potrzeb społeczeństwa oraz roli kultury. Nic więc dziwnego, że niejednokrotnie w wysoce efektywny sposób prywatne agencje pod szyldem „kulturalnych” organizują wydarzenia, które sprowadzają się do rozrywkowych spektakli, nie mających za wiele wspólnego z kulturą, która niosłaby jakikolwiek potencjał estetyczny lub społeczny, nie wspominając nawet o krytycznych inspiracjach.

Przeszło pół wieku temu na kartach Człowieka jednowymiarowego kwestię te opisywał Herbert Marcuse pisząc, że przy całej swej perfekcji organizacyjnej, rynkowej efektywności i praktycznej racjonalności, współczesna cywilizacja jest irracjonalna u samego źródła swego działania. Po co bowiem cała ta perfekcja, rynkowość i praktyczność, skoro wszyscy z dnia na dzień jesteśmy coraz bardziej zestresowani, przemęczeni i uprzedmiotowieni? Wracając do metafory taczek powiedzieć chciałoby się, że nawet jeśli rzeczywiście są one perfekcyjnie naoliwione, a praca robotników doskonale zorganizowana, to wciąż otwartym pozostaje pytanie o to, po co to wszystko i ku czemu dążymy. Inna sprawa, że owo idealne naoliwienie i perfekcyjna organizacja funkcjonują już wyłącznie w sferze mitu, bowiem w dobie wyniszczającej konkurencji i wszechobecnego cięcia kosztów, jakość stała się rzadko dostępnym – a z perspektywy rynku i niepożądanym – luksusem.

Uwolnorynkowiona kultura – podlegająca procesom coraz głębszej komodyfikacji i spektakularyzacji – w coraz mniejszym stopniu wypełnia więc swoją tradycyjną rolę krytyczną, społeczną, twórczą. Mało kto traktuje dziś zresztą sztukę jako istotny element życia – spełnia ona w najlepszym razie funkcję kolejnego dobra luksusowego, w najgorszym zaś kwiatka do kożucha. Tym gorzej jest z kulturą szerzej pojętą, którą sprowadza się dzisiaj do statystycznie mierzalnych wizyt w kinie, teatrze, muzeum oraz przeczytania pewnej liczby książek w roku. W wielkomiejskim, nowoczesnym sensie staje się więc kultura miksturą taniego spektaklu dla mas oraz wysublimowanej gry zmanierowanych artystów z opłacającymi ich fanaberie przedstawicielami elit finansowych nabywających tym sposobem splendor klasy wyższej.

Tak więc w sektorze publicznym, jak i prywatnym, coraz wyraźniej uwidacznia się problem z kulturą. Z kolei sektor pozarządowy, prężnie działający w Europie Zachodniej, pozostaje w Polsce wciąż słabo rozwinięty i nieprofesjonalny, w powszechnym zaś odczuciu utożsamia się go z doraźną pracą woluntarystyczną. Wszystkie badania na niebie i ziemi wskazują przy tym, że znajdujemy się na europejskim szarym końcu aktywności obywatelskiej. A choć w praktyce ci, którzy próbują sprostać wyzwaniom obywatelskości, przejawiają spory potencjał i entuzjazm, prowadzona obecnie polityka kulturalna konsekwentnie podcina im skrzydła.

Pojawia się więc fundamentalne pytanie: czy jest więc tak, że po prostu nie wiemy, co poszło nie tak z tą naszą kulturą, czy też wiemy co, ale nic z tego wiedzenia nie wynika. Jeśli nie wiemy, to chyba warto o tym pogadać. Jeśli zaś wiemy, ale nic z tego nie wynika, to tym bardziej powinniśmy pogadać o tym, co można z tym zrobić, żeby tę wiedzę na działanie przekuć. Tyle, że gadając trzeba pamiętać i bardzo się pilnować, by gadania tego nie sprowadzać do narzekania i obmyślania kolejnego planu zbawienia, ale właśnie by gadać tak, by ostatecznie wdrożyć to, o czym już wszyscy od dawna wiemy.

Na przekór więc wszystkim teoriom przedkładającym działanie ponad gadanie, chcemy jednak trochę o kulturze pogadać. Tak pogadać, by potem móc z sensem działać. I to jest być może myśl przewodnia Społecznej Akademii Kultury Jacka Żakowskiego. Chcemy więc pogadać też o tym, o czym się nie gada. Jak ma się kultura do innych sfer życia społecznego? Po co komu kultura? Po co w ogóle wydawać na nią pieniądze publiczne? A na jaką kulturę pieniędzy nie wydawać? A jak „jeden procent na kulturę”, to na którą i czyją kulturę? Po co komu Europejska Stolica Kultury? I jaka Europejska Stolica Kultury komu potrzebna? Co możemy zrobić, by było lepiej? I czy w ogóle da się gadać tak, aby działać?

Sferą być może dla gadania o kulturze najważniejszą jest pogranicze kultury i komunikacji, to bowiem media oraz dziennikarze tradycyjnie te rozmowy – krytyczne i konstruktywne – aranżowali. Tyle, że i na tym polu mamy obecnie kryzys. I temu właśnie tematowi poświęcamy dwa jesienne spotkania Społecznej Akademii Kultury Jacka Żakowskiego: spotkanie, które odbyło się we wrześniu (debata 18 września oraz warsztat 19 września), a dotyczyło kondycji i roli mediów lokalnych, oraz spotkanie październikowe (debata 16 października oraz warsztat 17 października) podejmujące temat mediów społecznościowych. Wstęp na debaty oraz warsztaty jest bezpłatny. Zapraszamy serdecznie!

Więcej informacji o projekcie pod adresem

wroclaw2016.pl/sak

na profilu FB

facebook.com/wroclaw2016

oraz na kanale YT

youtube.com/akademia2016

W razie jakichkolwiek pytań bądź sugestii bardzo prosimy o email na adres roland.zarzycki@wroclaw2016.art.pl lub o telefon pod numer 605 760 122 (Roland Zarzycki).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: